Spowiedź z komercjalizacji

Ostatni raz u spowiedzi byłem w październiku – to prawie rok temu. Nigdy nie miałem tak długiej przerwy.

Obraziłem Cię Panie Boże nade wszystko nieuczciwością. Pogubiłem się. Myślałem, że moje zasady moralne są niewzruszalne i ich złamanie nie zależy od kwoty pieniędzy jaką za to dostanę. Powoli przekonałem się, że się myliłem. Robiłem rzeczy, których jedynym celem była pomoc w nie staniu się zadość sprawiedliwości i odebranie zarobku publicznej kasie.

Drogi Panie Boże, nie wiem czy mam jakieś wyjście. Wydaje się że istotą tego pierdolonego zawodu jest:

  1. Kłamanie
  2. Doradzanie innym jak i kiedy kłamać
  3. Dbanie aby prawda nie wyszła na jaw
  4. Fabrykowanie dowodów, że kłamstwo jest kłamstwem

no chyba że się jest idealistą, który zajmował się będzie za marne grosze bardziej „społecznymi” dziedzinami tej nauki. Tylko, że ja nie chcę pracować za marne grosze, a tych „społecznych” dziedzin szczerze nie znoszę i w ogóle one mnie nie pasjonują. A ja nie chcę robić rzeczy które mnie nie pasjonują.

Trafiła mi się w życiu okazja, żeby robić coś co lubię i dobrze na tym zarabiać. Okazję tą musiałem utrzymać w tajemnicy przed otoczeniem. Musiałem robić wodę z mózgu osobom, które lubię i szanuję. Z czasem celowa „dezinformacja” zaczęła mnie bawić i byłem dumny z tego do jakiego kunsztu w tej sztuce doszedłem. Byłem dumny z tego, że kłamałem. Doszedłem nawet do wniosku, że w sumie Dekalog nie zabrania kłamać – zabrania jedynie „mówienia fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”.

Przestałem się modlić i już prawie zapomniałem jak to się robi.

Pomóż mi – może pójdziesz ze mną na jakiś kompromis? Może nie wszystko co robię jest złe – może myślę tak dlatego, bo ten drugi chcę mnie przekonać że już masz mnie w dupie, żebym nie zwracał się do Ciebie?

Nawet w niedzielę już pracuję, a ten wpis to tylko przerwa.

Postanowienia noworoczne co do zasady nie mają sensu i dobrze o tym wiem. Postanowienia same w sobie to zwykłe chciejstwo i myślenie życzeniowe – trzeba też mieć jakieś środki ich realizacji. Z drugiej strony każda okazja jest dobra, żeby zastanowić się nad swoim życiem i określić jakieś cele. Postanowienia na pewno muszą być bardziej konkretne i mieć charakter pozytywny („zrobię coś”, a nie „nie będe czegoś robił”. Najpierw cele, a później rozmyślania.

  1. Przeczytam Biblię od deski do deski – zacząłem już w zeszłym roku – jestem na Księdze Liczb
  2. Po zakończeniu studiów pdpl zapiszę się na kurs X lub na studia z X
  3. 12 razy, z własnej inicjatywy, zabiorę żonę do kina/teatru/restaurcji
  4. Angielski – do doprecyzowania plan na poszczególne miesiące
  5. Hiszpański – j.w.
  6. Przebiegnę 500 km (10 km wymienne na 25 km na rowerze)
  7. Będę obserwować 5-10 blogów branżowych
  8. Zrobię program 100 pompek
  9. 12 książek branżowych
  10. 9-12 książek niebranżowych

Wiem co myślisz czytelniku, którego nie ma. Robienie postanowień, w dodatku 10 jest komiczne. Ale miałem ciężkie święta. Potrzebuję tego.

Dokończę jutro, ide spać.

 

Otwarty umysł

Czy prawda jest w stanie obronić się sama? Czy można trwać w światpoglądzie X, jednocześnie nie izolując się od treści mogących ten światopogląd zakwestionować? A tak właściwie, to z jakich powodów (ty mały zawodowy zboczeńcu – już chciałeś napisać słowo powód z wielkiej litery) przyjmować, że światopogląd X jest warty tego, aby ewentualnie izolować go od treści, które mogą mu zaszkodzić? Czy da się uwierzyć w cokolwiek bedąc intelektualnie uczciwym?

Ale czy uczciwość intelektualna jest wartością najwyższą? A może najwyższą wartością jest trwanie w światopoglądzie X?

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom„ (Łk 10,21)

Jezusie z Nazaretu, czy chcesz przez to powiedzieć, że my racjonaliści (o sobie mówię w ten sposób w pewnym uproszczeniu), którzy nie kierują się emocjami celowo mamy pod górkę? Przecież ten pieprzony rozum mamy chyba od Ciebie? Przecież to chyba on ma nam pomagać nie dać się zwieść tym, co jest Tobie przeciwne? Dlaczego zatem według Ciebie jest on przeszkodą w drodze do królestwa?

Nie umiem robić czegoś, do czego nie jestem przekonany. Trzęsie mną wtedy.

Brother Paul

Jaram się ostatnio kazaniami Paula Washera. Są mocne – wydaje się, że nie ma w nich ani procenta kłamstwa tego świata (jak we wszelkich mutacjach ewangelii sukcesu, które w związku z Bogiem dużo mówią o powodzeniu materielnym – chociażby Błaszkiewicz, którego niegdyś lubiłem). Choć na razie nic w swoim życiu nie potrafię zmienić – nie potrafię nawet od pół roku pójść do spowiedzi -dowiedziałem się z nich jednego – nie mam prawa nazywać się osobą wierzącą. Ewentualnie jestem osobą aspirującą do tego statusu. Mógłbym sobie powiedzieć, że nie jest najlepsza pora na zmiany – praca, czasami nadgodziny (z własnej woli), chwila odpoczynku i do później nocy nauka przerywana chwilami bezproduktywnej słabości. To oczywiście bzdura – zawsze można sobie powiedzieć, że to nie jest ten moment. Na tablicy korkowej mam kartkę z napisem „Change”. Muszę zmienić ją na jakąś bardziej efektowną – może to coś pomoże?

Nadal nie zostałem ojcem. Co najwyżej dostałem ofertę bycia ojcem chrzestnym chyba najbliższego mi dziecka – z uwagi na moje własne problemy bardzo mnie to dotknęło. Zgodziłem się, choć wcześniej w tej roli się nie sprawdziłem (czas to naprawić). Piotr będzie mi bliski – tym bardziej bliski, jeżeli nie będę miał własnego dziecka. Nie chciałbym móc o nim mówić „mój syn, którego nigdy nie miałem”. Boli mnie, że „nie możemy” zrobić wszystkiego co w naszej mocy.

Czas mija tak szybko.

Wybory

Dzisiaj wybory do parlamentu europejskiego. Ludzie mają do nich różny stosunek. Niektórzy nie pójdą, bo im się nie chcę. Inni dlatego, że „męczy ich ta polityka”, a nietórzy

Nie jestem zwolennikiem fetyszyzowania demokracji, ani tymbardziej fetyszyzowania wyborów. Natomiast uważam, że jeśli się na nie nie idzie, to trzeba mieć mądre uzasadnienie.

Uzasadnieniem nie jest lenistwo. Chociaż w sumie dobrze, że ludzie zbyt leniwi, żeby iść na wybory nie głosują, bo na pewno wybrali by źle. Tym sposobem idioci sami pozbawili się prawa wyborczego. Przynajmniej problem zgodności z konstytucją odebrania prawa wyborczego części idiotów rozwiązał się sam, bo w przeciwieństwie do aktów prawnych, wola jednostki nie podlega ocenie pod kątem zgodności z konstytucją przez TK.

Uzasadnieniem nie jest „zmęczenie polityką”. Ludzie, którzy mówią, że są zmęczeni polityką, to bardzo rzadko wprawienie politycy na skraju wieku emerytalnego, którzy faktycznie w polityce dużo przepracowali. Zazwyczaj to ludzie, którzy nie kiwnęli palcem dla spraw publicznych, tylko po prostu oglądają za dużo telewizji, gdzie propagandowa sieczka stara się ich przekonać do jak najmniejszego udziału w życiu publicznym. Tak jak wyżej – w sumie dobrze – jednostki zbyt słabe psychicznie, a więc najprawdopodobniej głupie, pozbawiają się prawa wyborczego.

Uzasadnieniem jest to, że ma się w dupie Unię Europejską, szczerze się jej z wzajemnością nienawidzi i życzy rychłego rozpadu, a na wybory nie idzie się dlatego, żeby tę pogardę jej okazać. Jest to swego rodzaju przemyślany moralny sprzeciw.

Uzasadnieniem jest to, że uważa się że Parlament Europejski nic nie znaczy. Wszak to prawda. Nie idzie się na wybory, żeby nie brać udziału w tej farsie i pozorowaniu demokracji.

Ja sam w umiarkowanym stopniu wyznaje oba  poglądy, które uprawniałyby mnie moralnie do niepójścia na wybory, a jednak na wybory poszedłem. Chyba tylko dlatego, że uważam, że wybory do PE do element wewnętrznej gry wyborczej. Zwycięstwo lub porażkę można wykorzystać w tych, przynajmniej odrobinę bardziej, prawdziwych wyborach. A w tych chciałbym wesprzeć Gowinowców. W ten wybór wkalkulowane mam oczywiście ryzyko, że Gowin jest tzw. Palikotem prawicy, tj. celowym manewrem oskrzydlającym obozu rządzącego, tamującym przechodzenie części wyborców do partii przeciwnych. Tak jak po lewej stronie PO stworzono zaporę Ruchu Palikota, która unieszkodliwiała część wyborców, dla których PO w zbyt małym stopniu zajmowała się burzeniem kościołów i zdejmowaniem kryży, tak mogła wpaść na podobny pomysł po prawej stronie. Gowin jest natomiast jedynym człowiekiem, który jak wchodził do samodzielnej polityki, to wystąpił z hasłem „Godzina dla Polski” – czyli tak jak ja, nie jest za fetyszyzowaniem aktu głosowania. Większość ludzi myśli, że demokrację mamy wtedy, jak ludzie chodzą głosować i wybierają swoich przedstawicieli. Gowin powiedział coś w stylu, że po to, żeby była demokracja, każdy z nas musi włożyć w to chociaż odrobinę regularnej pracy „za frajer”, dla innych ludzi.

Można powiedzieć, że zagłosowałem partyjnie. Natomiast mało charyzmatyczny radca prawny (zagłosowałem na Macieja Marca), będący jedynką w moim województwie jest też wyborem pragmatycznym. Zawsze to jeden prawnik na rynku mniej przez najbliższe pięć lat:) (przy założeniu że będzie aktywnym europarlamentarzystą).

Abram i Saraj

Generalnie jestem chyba szczęśliwym człowiekiem. Praktycznie prawie nie mam problemów. Jestem w szczęśliwym, bliskim i zdrowym związku umocnionym sakramentem. Jestem pewny siebie. Mam świetne i zdrowe relacje z rodzicami. Na piątym roku studiów mam już pracę w zawodzie (póki co), którą narazie lubię.

Mam tylko jeden problem – ten sam co Państwo w tytule wpisu. Boli mnie to. Coraz bardziej. Kurwa mać. Czasami chce mi się płakać. Wszyscy co nie chcą to dostają. Ci co chcą też dostają. Tylko nie ja. Nie my.

Porażki

„Wiem, że porażki to część gry trzymać dystans nauczyłem się”

Ten fragment piosenki niegdyś bardzo lubianej przeze mnie toruńskiej kapeli reggae’owej na szczęście błyskawicznie, bo paru „kurwach” i uderzeniach pięścią w powietrze, wszedł w miejsce dołujących natrętnych myśli.

Wyciągnąć wnioski i próbować dalej – nie od razu Kraków zbudowano.

Zawiodły czynniki pozamerytoryczne – dopracować spójną wizję samego siebie.

Wiosłuj i módl się, ale cały czas miej świadomość, że teoretycznie Ci od Jezusa są szczęśliwi nawet ledwo wiążąc koniec z końcem.

Jedna Wdowa z Sarepty Sydońskiej i Jej Eliasz

Trzeba się uczyć, a czasu teraz cholernie mało, bo całe dnie pracuje……więc czemu by nie przeczytać całego swojego bloga od początku (serio, myślałem, że moje myśli sprzed paru lat były bardziej płytkie) ? Taktyka znana od dawna- moja Mama na studiach, w czasie sesji czyściła listki wszystkim roślinom w mieszkaniu. Ale nie o tym chcę pisać.

Cieszę się, że po problemach z hasłem, wreszcie udało mi się zalogować.

Ja Piotr, tylko i wyłącznie prowadzony przez Słowa Boga, wypowiedziane wprost do mnie w nadprzyrodzony sposób (szanowny Czytelnik, jeżeli tylko takowy istnieje może sobie w to nie wierzyć, każdy ma prawo błądzić), które później zostało potwierdzone, przyrzekłem przed Tym, który dał mi swoją obietnicę, miłość, wierność i uczciwość do jednej Kobiety, pokazanej „palcem” przez Niego.  Tak, właśnie tak- tej mojej Szanownej Koleżanki, mojej pierwszej i jedynej, z którą piłem piłem likier, z powodu której zastanawiałem się, czy jest sens dalej wierzyć, skoro się trzeba męczyć z czystością. Bóg z wszystkiego wyprowadzi dobro. Jakkolwiek się komuś by wydawało to niemożliwe.

Co do czystości. Mam sobie wiele do zarzucenia. Grzeszyłem przez te 4 lata. Ale z czymś jednak czekałem. Szanowny Czytelniku, jeżeli istniejesz (to daj znak życia!)- mówię Ci to ja- zwykły grzesznik, nie jego świątobliwość z ambony- czystość ma swoją wartość, nawet taka z odzysku, wielokrotnie zabrudzona.

Studia mijają jak z bicza strzelił. Martwię się o naszą przyszłość.

Drogie dzieci. Chcemy Was mieć. Nie każcie długo na siebie czekać

W sprawach Kościelnych trochę się zmieniło: polubiłem trochę Katolicyzm. Teraz jestem mieszanką katolickiego tradycjonalisty i protestanta. Tak to jest możliwe. Ale już siebie za to nie winię. Staram się czynić moją powinność, być wobec siebie intelektualnie uczciwy.

W ciągu roku akademickiego dostawałem już depresji bezrobotnej z powodu małej ilości zajęć. Teraz podjąłem pracę- wstaję o 5, jadę do oddalonego o 50 km miasta i wracam o 18. Jak wspominałem mam jeszcze egzamin.

Może napiszę coś częściej i nie tylko o życiu?